Baby blues

Poszłam dzisiaj do kina na film pt. “Baby blues” uważam jednak, ze jest trochę przereklamowany. Wydawało mi się, że to będzie coś lepszego. Przeczytajcie recenzję:

Film młodej reżyserki jest o czymś, zdecydowanie stara
nam się opowiedzieć pewną historię i pomachać paluszkiem bez uciekania
się w postmodernistyczny bełkot, bo wykorzystuje klasyczne triki –
przerysowanie, stylizację i tempo.

                                                          
Jest
moda na ray-bany, rurkowe portki z H&M, filmy Almodovara,
deskorolkę i uroczego dzieciaka. Tak, dzieciak może być modny,
szczególnie wśród wychowanych na „Sims 3″ panieneczek, które ledwo co
się dowiedziały, co to jest fellatio, a już połykają wszystko. Łącznie z
bezrefleksyjnymi modami.
Kiedy duża matka nastoletniej matki, która jest
matką, bo matką jest być modnie i miło, wyjeżdża i zostawia dom pod
opiekę córy, widz nie wie, której matce odbiło bardziej –
matce-prawdziwej-matce czy matce-mini. Obie wszak nie wiedzą, co czynią.
Nie można zostawiać dziecka pod opieką innego dziecka, a życiowy
partner siedemnastoletniej Natalci to bynajmniej nie ojcowski role
model. Patafian przypomina raczej skrzyżowanie Justina Biebera ze
skatem, od którego kupisz kilka gietek jaranka, ale niekoniecznie
pozwolisz przebywać z niemowlakiem. Nic dziwnego, że ten świat niczym z
bajki się kruszy, kurczy i dusić zaczyna naszych nieszczęśników. Może
być za późno, gdy do nastolatków dotrze prawda – to małe coś w zasranych
pieluchach, śpiące w pokoju obok, gdy oni jarają zielsko i grają na
eksboksie, to istota żywa, a nie elektroniczne tamagochi.
Temacik dobry, taki na fali, bo wiecie – mama Madzi, cool hipsterstwo, „Galerianki” tej samej reżyserki,
Katarzyny Rosłaniec, które nie zdążyły ostygnąć… Niby dobra formuła,
pomieszać to nieco z pstrokatymi kolorami, dołożyć jakiegoś Gusa Van
Santa, skoczną muzę i mamy smaczną kanapkę z subwaya. Bo film Rosłaniec
taki jest – wchodzi dobrze, bez popity, przez większość seansu nie nuży,
a jak zaczyna, to z powodu teledyskowych scen. Czasami tak
pociachanych, że można się pomylić, myśląc, że to jakiś „Zakochany
Paryż” czy inne nowelstwo, a zaraz wskoczy segment z odrębną historyjką,
innymi bohaterami. Tak się jednak nie dzieje. Przez cały seans
obserwujemy Natalcię, Kubę skejtera oraz kolorową paczkę, w której mamy
takie indywidualia, jak na przykład nastolatek myślący, że „jest bogiem”.
Barbara Białowąs i cytat w cytacie w słowie o słowie, normalnie.
No dobra, znęcam się trochę, a film młodej reżyserki
jest o czymś, zdecydowanie stara nam się opowiedzieć pewną historię i
pomachać paluszkiem bez uciekania się w postmodernistyczny bełkot, bo
wykorzystuje klasyczne triki – przerysowanie, stylizację i tempo. I
tutaj mi coś nie grało, nie mogłem wczuć się w położenie młodych
bohaterów, bo język filmu dla mnie za szybki, sepleniący. Znamy takich
gówniarzy. Opowieść jest nam znajoma z ulicy, z bloku, zapewne wyzuta z
tego całego trendy stylu, czyli bohaterek obracających się w świecie
modnych butików oraz nastolatków, którym nigdy nie brakuje kasy. Ja znam
inne historie: on ją zapłodnił, ona rzuciła liceum, mieszkali ze
starymi, a potem jedno z nich poleciało do Anglii na zmywak. Ale
rozumiem, że są i tacy, którzy dostali mieszkanie i kieszonkowe.
Tyyyyyle wygrać! Mimo to trudno się wczuć w to co na ekranie. Za mało
tutaj podskórnego cierpienia, a za dużo współczesnego MTV, które nie
mówi ani nie śpiewa, ale wykrzykuje. Może tak trzeba. Bo dzisiaj inaczej
już nie można czy coś.
Aktorsko jest nieźle, młodzież szarżuje, choć
najlepiej radzi sobie Magda Berus w roli Natalii. Dziewczyna zdaje się
dobrze czuć przed kamerą, widać, że przejrzała polskie kino ostatnich
lat i załapała, z jaką dawką energii powinno grać się tego typu
postacie. Nikodem Rozbicki w roli Kuby jest zwyczajny, wisi nam w sumie,
czy się chłopak ogarnie czy nie, a tak być nie powinno. 
Ale jednak uważam, że ten film powinniśmy pooglądać, bo takie rzeczy często się zdarzają. My jesteśmy nawet świadkami takich zachowań młodzieży, ale nie zdajemy sobie z tego sprawy.

3 myśli na temat “Baby blues

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *